|
pudło z zapiskami
wtorek, 03 lutego 2009
Mało ostatnio piszę. Pomimo, że wiele tekstów układa się w mojej głowie, niewiele z nich przelewam na papier. Analizuję je, układam w całość i … odkładam do napisania później. Efekt jest tego taki, że mam poczucie, że cały czas coś piszę. Kiedy chce się podzielić swoimi przemyśleniami na blogu czy też w liście, nagle okazuje się, że ten ogólny zarys myśli których wrażenie jest cały czas we mnie, bezpowrotnie umknęło. Oczywiście nie jest to jakieś nieszczęście czy też powód do zmartwienia. Rzecz w tym, że po prostu… szkoda mi tych niezapisanych uczuć. Trochę jakbym gubił samego siebie, ponieważ, moja codzienność zmienia mnie, każdego dnia, niezauważenie.
A.
niedziela, 16 marca 2008
A.
wtorek, 04 marca 2008
No i dopadło mnie. Przez całe lata moja klasa istniała tylko w mojej pamięci. Skryta gdzieś w najcieplejszych zakamarkach wspomnień, była jak smakołyk czekający na posmakowanie. Gdzieś, kiedyś. Kolorowe złotko z miodową słodyczą w środku. Nie miałem żadnych zdjęć, pamiątek. Niczego. Niczego, oprócz wspomnień, który nie zostały zastąpione przez lezące w szufladzie zdjęcia. Moja klasa, zawsze ich lubiłem. Wszystkich. Pierwszy dzień nowego roku, jak każdy, był wyczekiwany z radością spotkania wymieszany z niepokojem towarzyszącym końcowi wakacji. Radosne spotkanie pierwszego września. Gabi, Bożena, Ela, Jola, Krysia, Marek, Mariusz, Jarek, Janusz, Miki…32 imiona. I tak zostało w pamięci. Radość posiadania grupy ludzi, którzy są, tak po prostu i bezwarunkowo. Gdzie udawanie i maska były całkowicie zbędne, przecież i tak wszyscy wiedzieli, kto kim jest. Potem jak ptaki z gniazda, wszyscy polecieli, każdy w swoją stronę. Na długie lata… Sporadyczne spotkania na ulicy, niepowiązane z przeszłością. Zalogowałem się do portalu. Czarno białe, trochę niewyraźne zdjęcia, na nich my. Nasza klasa. Z zakamarków pamięci wypłynęły wszystkie twarze, głosy, czas zatrzymał się w miejscu. Odwinięte złotko. … Suplement. Przedwczoraj Bożena zamieściła zdjęcie ze spotkania klasowego, o którym nie wiedziałem. Długo zapatrzyłem się w obce twarze, które tak dobrze znałem. Po kilku chwilach uczucie obcości zginęło. Znów wszystko było znajome. Teraz to zestawienie tego, co było, z tym co jest, spowodowało, że bardzo pożałowałem czasu, który minął. Zrobiło mi się przykro, ale nie dlatego, że czas minął, ale dlatego, że umknął mi czas ludzi, których tak bardzo lubiłem. Ich czas, mój czas. Tak zwyczajnie. A.
niedziela, 13 stycznia 2008
Przewalające się jednostajnie ołowiane niebo za oknem. Świat dookoła szary niezmącony żadną kolorową myślą lub obrazem, trwający w oczekiwaniu na zmianę. Oczekiwanie… Poprzez goniący po pustych konarach wiatr, przedziera się myśl: kiedyś będzie lepiej… Obietnica leżąca w tych słowach, daje jakąś nieokreśloną nadzieję, na coś, na kiedyś…. Kiedy, będzie to kiedyś? Czy trzeba na to czekać? Czy rzeczywiście trzeba na coś czekać? Obietnice. Obietnice szczęścia, powodzenia, lepszego życia. Obietnice, które mają to do siebie, że ich wartość ma znaczenie tylko dla tych, do których są skierowane. ...
A. p.s. godzina później (12.58): właśnie witr rozgnał chmury, jest czyste niebieskie niebo
piątek, 11 stycznia 2008
niedziela, 06 stycznia 2008
Zimno, wiatr. Zamiast wpisu kilka fotek z tego dnia.
A. pomimo zimna -10C, dzień wspaniały. Może dodam kilka fotek, hyhy kilka jeszcze zostało :)
poniedziałek, 31 grudnia 2007
wtorek, 31 lipca 2007
Gorzkie są myśli po ciężkiej nocy. A za oknem… Księżyc w pełni na tle porannego jaśniejącego nieba. Z pomiędzy zalesionych wzgórz unoszą się smużki mgły po nocnym deszczu. Wiatr, zapamiętale goni gdzieś przed siebie deszczowe chmury… Patrzę przez to moje wielkie okno… piękny świat.
dobrego dnia
środa, 25 lipca 2007
Piękna pogada, a mnie wzięła angina. I to jak. W życiu tak nie chorowałem. No tak, ale nie o tym chciałem. Chciałem o tym, co spotkało ostatnio autorkę bloga czarownicazła.blox.pl (http://czarownicazla.blox.pl/2007/07/Podszywanie.html), a teraz trafiło także na mnie. Kiedy szukałem pewnego cytatu, który miał uzupełnić kolejny wpis trafiłem przez przypadek na tą oto stronę: Jak widać na obrazku, nie dość, że tytuł mój, to jeszcze i tekst. Przeglądnąłem pobieżnie tą stronę i znalazłem tam, co najmniej pod różnymi nickami, różne moje wpisy. Niektóre miały oryginalne tytuły inne nie. Wszystkie przekopiowane słowo w słowo tylko autorzy inni. Jakieś monio, staff, elka77, sandy, gienek. W pierwszym momencie wkurzyłem się. Później metodycznie zacząłem przeglądać, stronę pochodzenie, adres, kto zarządza. Najpierw zadzwoniłem do firmy, trafiłem na współwłaścicielkę, grzecznie poprosiłem, aby usunęła wpisy. Później zadzwoniłem do administratora strony i tu śmieszna rzecz: wyparł się, że jest jej autorem i administratorem... hmm. Pomimo, ze dodzwoniłem się do właściwej osoby nie przyznał się. Zacząłem, więc, bawić się w detektywa. Po analizie danych doszedłem do wniosków następujących: strona jest w miarę nowa - aby zachęcić, lub zrobić wrażenie często odwiedzanej, osoba zarządzająca, zaczęła wypełniać stonkę tekstami. Fikcyjni użytkownicy, skopiowane teksty. Z jednej strony miło, że ktoś uznał, że coś, co napisałem jest na tyle dobre, aby umieścić tam moje teksty. Czy jestem zadowolony? Nie. Czy jestem zły? Nie. Jest mi przykro, że ktoś potraktował mnie całkowicie bez szacunku, potraktował jak durnia, dzięki któremu można wypełnić stonkę i pośrednio zarobić parę stów, jakby zapominając o podstawowych zasadach, jakimi kieruje się każda komercyjna działalność. Bo co innego, kiedy dzieciak skopiuje mój wpis umieści jako swój na swoim blogu, a co innego, kiedy właściciel umieszcza tekst na stronie komercyjnej, dzięki której zarabia kasę. W pierwszym przypadku mogę się wkurzyć, zażądać usunięcia wpisu, lub poprosić o podpisanie lub podanie źródła, w drugim zaś przypadku chciałbym albo podanie źródła i autora albo kasę, albo jedno i drugie. Takie są zasady. Jest mi podwójnie przykro, ponieważ sądząc po skopiowanych wpisach, to jeden z czytelników. Kto? Nie wiem, nawet nie chce myśleć w taki sposób. Czy przez to, że ktoś się wygłupił, mam nie widzieć, że świeci słońce? Natomiast wszystko i tak przeanalizuję w całkiem innym celu. Daty, adresy, ruch etc, zapewniam was nie jest to trudne do prześledzenia. Choć mam nadzieję, że do tego czasu dostanę maila od takowego. Jeśli nie, to po zgromadzeniu całej dostępnej dokumentacji, zrobię z niej użytek. A wystarczyło napisać maila… na boxblox@blox.pl A.
wtorek, 17 lipca 2007
Zastanawiając się nad poprzednim wpisem, jakby równolegle, zacząłem myśleć o znaczeniu Religi w życiu człowieka. Zastanawiałem się nad znaczeniem Religi w rozwoju ludzkości a zwłaszcza jej umiejscowienia w rozwoju cywilizacyjnym. Te myśli doprowadziły mnie do wniosku, że potrzeba rozwoju cywilizacyjnego ewoluuje wierzenia w religię, sprowadzając jej postacie i pojęcia do coraz większej jednoznaczności, bez względu czy religie są monoteistyczne czy też nie. Ta niejednoznaczność pojęć, wierzeń, mnogość odniesień, jest wystarczająca lub wręcz idealna dla ludów żyjących w małych grupach plemiennych, ale ta właśnie niejednoznaczność pomimo uniwersalnych reguł uniemożliwia łączenie się w większe grupy i stworzenie pojęcia jedności kulturowej, jednoznaczności zachowań niezbędnych do skonsolidowania się w większe grupy, która jako całość może mieć globalny cel. Dopiero religia daje podstawy takich możliwości. Czy cel jest zawsze dobry, to już inna sprawa. Rodzi się zatem pytanie, które jest odpowiedzią: Czy jedność cywilizacyjna i kulturowa i wynikający z niej rozwój techniczny, nie powoduje, że tracimy jedność z miejscem, z którego pochodzimy. Czy kształtowanie środowiska tak dalece odsuwa nas od naszych korzeni, że pozbawienie technicznych podstaw naszego bytu nie sprowadzi nas z powrotem na krawędź epoki początku grup plemiennych lub innej epoki będącej podstawą naszego rozwoju i tym samym, powrotu do pojęć zaklętych w najbliższych odniesieniach bytu: nieba, ziemi i środowiska, w którym przyjdzie nam żyć, w czasie krótszym niż ten, potrzebny do napisania tych słów... By znów zacząć wszystko od nowa. A.
|
Archiwum
O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
Zakładka bez tytułu - ja czytam lub mnie tam czytają; co na jedno wychodzi
|