pudło z notatkami
Kategorie: Wszystkie | kiedyś napisane
RSS
wtorek, 25 maja 2010


Powódź.

Miliony litrów rzeki ludzkiego nieszczęścia. Płacz, łzy, a na tym tle dyskusje o tym, gdzie ludzie powinni lub nie powinni mieszkać, z nawiedzonymi ekologami w tle.

Durne mądrości wygłaszane z jeszcze durniejszym przejęciem. Głupawe ble ble ble, gadanie dla gadania. Ble, ble, ble

Jak się słucha tych myślowych rzygowin to dochodzi się do wniosku, ze tam gdzie Holandia powinno być Morze Północne, tam gdzie Żuławy Bałtyk, tam gdzie New Orlean zatoka Meksykańska, że już Wenecji nie wspomnę, czy też o Pentagonie, zbudowanym na rozlewiskach Potomaku.

Wedłg tej durnej, pełnej przejęcia mądrości w Polsce nie powinno być w ogóle kilku miast, a jeśli już są to, troszkę jakiś budek na górkach, kawałek drogi tu,  kawałek drog tami, tak jakby nie było wiedzy i technologii, aby nad tym panować, albo z tym żyć.

Zewsząd rozlega się to durne gadanie, takie głupie pi..... o niczym. Sami znawcy od bobrów, ptaszków i hydrologii kur... ich mać.

A tam na miejscu... łzy ludzkiego nieszczęścia, które płyną wraz z rzekami.


A.

10:10, boxblox
Link Komentarze (7) »
środa, 31 marca 2010

 

Victoria, Manitoba, Kanada

Barney

Barney był listonoszem. Był nim całe swoje życie. Roznosił ludziom listy, zawiadomienia, gazety. Wszystko. Wszystko, co tylko ludzie sobie wysyłali. Znał każdą drogę i dom, miejsce. Gdziekolwiek był tylko adres. Pomimo, że ludzie czasami odchodzili, przeprowadzali się, w jego pracy była pewna stałość. Adresy niewiele się zmieniały, o ile w ogóle, czasami tylko dochodziły nowe.

Było letnie popołudnie.

Ciężkie chmury, które miały nadejść jesienią były jeszcze gdzieś daleko stąd.

Został mu ostatni list do doręczenia. Chociaż widział, że nie ma takiego adresu w Victorii, pojechał na skrzyżowanie tam gdzie list był zaadresowany. Zatrzymał się na rozwidleniu dróg i wyłączył silnik swojej pocztowej furgonetki.

Lubił to miejsce. Zawsze mu się wydawało, że tu coś się kończy i zaczyna. Przez chwilę stopił się z całą okolicą. Całym sobą czuł zapach rozgrzanego asfaltu, wysuszonej przydrożnej trawy, wymieszany z żywiczną wonią sosnowego zagajnika.

Wysiadł z samochodu. Popatrzył wzdłuż asfaltowej drogi rozkoszując się ciszą pustkowia, podmuchami wiatru, leniwym cykaniem świerszczy. Jeszcze przez chwilę spoglądał na białe obłoki powoli przesuwające się po niebie. Potem przeszedł na tył samochodu. Leżała tam staromodna skrzynka pocztowa na długim zaostrzonym paliku przygotowanym do wbicia w ziemię. Już takich nie robią. Zapakował ją wiele lat temu, tak na wszelki wypadek. Przywiązana solidnie w środku samochodu, wędrowała z Barnim przez te wszystkie lata. Kiedy dostał nową furgonetkę, tam także znalazło się dla niej miejsce. Teraz wiedział, że nadszedł czas. Wyciągnął skrzynkę, oparł ją o burtę auta, aby sięgnąć po łopatę i młotek.

Jeszcze na chwilę wrócił do samochodu i wziął do ręki kopertę. Po chwili dziwnej zadumy, zrobił coś, czego nigdy nie zrobił w całej swojej karierze listonosza. Otworzył niezaklejony list i zaczął czytać. Przeczytał go jeszcze raz, potem następny, jakby zapamiętanie jego treści było najistotniejszą rzeczą, jaką miał do wykonania.

Odłożył list i pieczołowicie wsunął go do koperty. Przypomniał sobie jeszcze raz treść listu i ogarnął go spokój. Zaczęło mu się przypominać całe jego życie. Dzień po dniu, minuta po minucie. Wszystkie listy które dostarczył, adresy, twarze. Potem na tej przestrzeni czasu zaczęły pojawiać się światełka. Każde z nich, to miejsce, adres przy drodze, nawet ten najbardziej umowny, gdzie droga jest tylko ścieżką wydeptaną wśród traw. Było ich coraz więcej i więcej. Wszystkie adresy i drogi. Rozbłyski zaczęły zlewać się w jedne jasne światło. Cały świat. Już wiedział, ze nie chodzi o tą drogę i o ten adres. Światło stawało się coraz jaśniejsze i jaśniejsze by w końcu wybuchnąć w Barnim uczuciem niezmierzonego szczęścia.

Barney nie żył.

Kilka godzin później znalazł go Ben. Zauważył pocztowy samochód Barneygo stojący na rozwidleniu dróg.

Gdy odjechał coroner i ambulans, Ben pozostał sam na drodze, by poczekać na ludzi z poczty, którzy mieli odebrać furgon Barney'a.

W zadumie obszedł furgonetkę i dostrzegł opartą o burtę auta, staromodną skrzynkę pocztową, taką, jaką w szeregu innych, można było jeszcze zobaczyć na odległych farmach. Pamiętające minione lata skrzynki, które cierpliwe stoją przy wiejskich drogach, starannie pielęgnowane przez swoich właścicieli.

Zanim Ben cokolwiek zdecydował, łagodny podmuch ciepłego wiatru wyniósł na drogę list. Biała koperta powoli spłynęła na asfalt.

„Dziwny adres”- pomyślał Ben – „przecież tu nie ma…”.

Z otwartej koperty wystawała kartka papieru z równym odręcznym pismem.. Wyciągnął list i nie czytając go, pieczołowicie zapakował do koperty. Przez chwilę  jeszcze raz popatrzył na adres i wrócił na drugą stronę samochodu. Już wiedział co chciał zrobić Barney. Wziął na ramię skrzynkę i łopatę. Przeszedł na drugą stronę drogi. Odmierzył odległość i zamocował skrzynkę. Włożył do niej list i przesunął metalową chorągiewkę.

List z adresem: na końcu drogi 59.


 

koniec drogi 59

 

A.


Gdynia sierpień 2008

15:42, boxblox
Link Komentarze (9) »
czwartek, 25 marca 2010

 

Nie ma mnie. Trochę tego, trochę tamtego. Jak minuty, które są albo takie, albo takie.

Drogi w lesie. Starych drzew już nie ma. Młode porosły. I te będą stare. Tam gdzie nic nie było, rosną młode. Drogi w lesie są trochę w innym miejscu.

Czas… Czas był i go nie ma.

Rzeczy, które się dzieją dookoła. Czy zdarzają się naprawdę i czy w ogóle się dzieją skoro o tym nie wiemy?

W ciągu minuty dzieje się wiele różnych rzeczy. Trochę tego, trochę tamtego. Każda z tych rzeczy może być wszystkim lub może być niczym. To zależy od tego, co jest ważne.

Wiele rzeczy dzieje się w ciągu minuty. Ta jedna minuta ma tyle minut ile żyć na ziemi. Jedna minuta, miliony minut.

Jedna minuta. Aby ją poznać nie starczy życia.

 

Nie ma mnie


 

A.

 

 

13:48, boxblox
Link Komentarze (8) »
wtorek, 03 lutego 2009
 

 

Mało ostatnio piszę.

 

Pomimo, że wiele tekstów układa się w mojej głowie, niewiele z nich przelewam na papier. Analizuję je, układam w całość i … odkładam do napisania później.

Efekt jest tego taki, że mam poczucie, że cały czas coś piszę. Kiedy chce się podzielić swoimi przemyśleniami na blogu czy też w liście, nagle okazuje się, że ten ogólny zarys myśli których wrażenie jest cały czas we mnie, bezpowrotnie umknęło.

Oczywiście nie jest to jakieś nieszczęście czy też powód do zmartwienia. Rzecz w tym, że po prostu… szkoda mi tych niezapisanych uczuć. Trochę jakbym gubił samego siebie, ponieważ, moja codzienność  zmienia mnie, każdego dnia, niezauważenie.

 

 

 

 

A.

 

 

13:05, boxblox
Link Komentarze (12) »
niedziela, 16 marca 2008


Dlaczego tak wielu myśli, co będzie z nami po śmierci, a tak niewielu zadaje pytanie: Co było z nami, kiedy nas jeszcze nie było?

 

 

port nocą, boxblox we własnej osobie

 

A.

 

 

15:03, boxblox
Link Komentarze (14) »
wtorek, 04 marca 2008

 

 

No i dopadło mnie. Przez całe lata moja klasa istniała tylko w mojej pamięci. Skryta gdzieś w najcieplejszych zakamarkach wspomnień, była jak smakołyk czekający na posmakowanie. Gdzieś, kiedyś. Kolorowe złotko z miodową słodyczą w środku.

Nie miałem żadnych zdjęć, pamiątek. Niczego. Niczego, oprócz wspomnień, który nie zostały zastąpione przez lezące w szufladzie zdjęcia.

Moja klasa, zawsze ich lubiłem. Wszystkich. Pierwszy dzień nowego roku, jak każdy, był wyczekiwany z radością spotkania wymieszany z niepokojem towarzyszącym końcowi wakacji. Radosne spotkanie pierwszego września. Gabi, Bożena, Ela, Jola, Krysia, Marek, Mariusz, Jarek, Janusz, Miki…32 imiona. I tak zostało w pamięci. Radość posiadania grupy ludzi, którzy są, tak po prostu i bezwarunkowo. Gdzie udawanie i maska były całkowicie zbędne, przecież i tak wszyscy wiedzieli, kto kim jest. Potem jak ptaki z gniazda, wszyscy polecieli, każdy w swoją stronę. Na długie lata…

Sporadyczne spotkania na ulicy, niepowiązane z przeszłością.

Zalogowałem się do portalu. Czarno białe, trochę niewyraźne zdjęcia, na nich my. Nasza klasa. Z zakamarków pamięci wypłynęły wszystkie twarze, głosy, czas zatrzymał się w miejscu. Odwinięte złotko.

Suplement.

Przedwczoraj Bożena zamieściła zdjęcie ze spotkania klasowego, o którym nie wiedziałem. Długo zapatrzyłem się w obce twarze, które tak dobrze znałem. Po kilku chwilach uczucie obcości zginęło. Znów wszystko było znajome.

Teraz to zestawienie tego, co było, z tym co jest, spowodowało, że bardzo pożałowałem czasu, który minął. Zrobiło mi się przykro, ale nie dlatego, że czas minął, ale dlatego, że umknął mi czas ludzi, których tak bardzo lubiłem. Ich czas, mój czas. Tak zwyczajnie.

A.     

 

nasza klasa

  

17:59, boxblox
Link Komentarze (7) »
niedziela, 13 stycznia 2008

 

Przewalające się jednostajnie, ołowiane niebo za oknem. Świat dookoła szary, niezmącony żadną kolorową myślą lub obrazem, trwający w oczekiwaniu na zmianę. Oczekiwanie…

Poprzez goniący po pustych konarach wiatr, przedziera się myśl: kiedyś będzie lepiej…

Obietnica leżąca w tych słowach, daje jakąś nieokreśloną nadzieję, na coś, na kiedyś….

Kiedy, będzie to kiedyś? Czy trzeba na to czekać? Czy rzeczywiście trzeba na coś czekać?

Obietnice. Obietnice szczęścia, powodzenia, lepszego życia. Obietnice, które mają to do siebie, że ich wartość ma znaczenie tylko dla tych, do których są skierowane.

...

 

by boxblox

 

A.

p.s. godzina później (12.58): właśnie witr rozgnał chmury, jest czyste niebieskie niebo

11:43, boxblox
Link Komentarze (9) »
piątek, 11 stycznia 2008

 

Hmm... jeszcze dwie fotki z tego samego dnia

i nocy... 

 

A.

02:48, boxblox
Link Komentarze (2) »
niedziela, 06 stycznia 2008

 

Zimno, wiatr. Zamiast wpisu kilka fotek z tego dnia.

 

 

A.

pomimo zimna -10C, dzień wspaniały.

Może dodam kilka fotek, hyhy kilka jeszcze zostało :)

12:47, boxblox
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 31 grudnia 2007
 
Szczęśliwego Nowego 2008
sobie
i Wam
A.
23:18, boxblox
Link Komentarze (5) »
wtorek, 31 lipca 2007

 

Gorzkie są myśli po ciężkiej nocy.

A za oknem…

Księżyc w pełni na tle porannego jaśniejącego nieba. Z pomiędzy zalesionych wzgórz unoszą się smużki mgły po nocnym deszczu. Wiatr, zapamiętale goni gdzieś przed siebie deszczowe chmury…

Patrzę przez to moje wielkie okno… piękny świat.

richo

 

dobrego dnia
A.

 

05:01, boxblox
Link Komentarze (23) »
środa, 25 lipca 2007

 

Piękna pogada, a mnie wzięła angina. I to jak. W życiu tak nie chorowałem. No tak, ale nie o tym chciałem.

Chciałem o tym, co spotkało ostatnio autorkę bloga czarownicazła.blox.pl (http://czarownicazla.blox.pl/2007/07/Podszywanie.html), a teraz trafiło także na mnie.

Kiedy szukałem pewnego cytatu, który miał uzupełnić kolejny wpis trafiłem przez przypadek na tą oto stronę:

Jak widać na obrazku, nie dość, że tytuł mój, to jeszcze i tekst. Przeglądnąłem pobieżnie tą stronę i znalazłem tam, co najmniej pod różnymi nickami, różne moje wpisy. Niektóre miały oryginalne tytuły inne nie. Wszystkie przekopiowane słowo w słowo tylko autorzy inni. Jakieś monio, staff, elka77, sandy, gienek. W pierwszym momencie wkurzyłem się. Później metodycznie zacząłem przeglądać, stronę pochodzenie, adres, kto zarządza. Najpierw zadzwoniłem do firmy, trafiłem na współwłaścicielkę, grzecznie poprosiłem, aby usunęła wpisy. Później zadzwoniłem do administratora strony i tu śmieszna rzecz: wyparł się, że jest jej autorem i administratorem... hmm. Pomimo, ze dodzwoniłem się do właściwej osoby nie przyznał się.

Zacząłem, więc, bawić się w detektywa. Po analizie danych doszedłem do wniosków następujących:

strona jest w miarę nowa - aby zachęcić, lub zrobić wrażenie często odwiedzanej, osoba zarządzająca, zaczęła wypełniać stonkę tekstami. Fikcyjni użytkownicy, skopiowane teksty.

Z jednej strony miło, że ktoś uznał, że coś, co napisałem jest na tyle dobre, aby umieścić tam moje teksty.

Czy jestem zadowolony? Nie. Czy jestem zły? Nie. Jest mi przykro, że ktoś potraktował mnie całkowicie bez szacunku, potraktował jak durnia, dzięki któremu można wypełnić stonkę i pośrednio zarobić parę stów, jakby zapominając o podstawowych zasadach, jakimi kieruje się każda komercyjna działalność. Bo co innego, kiedy dzieciak skopiuje mój wpis umieści jako swój na swoim blogu, a co innego, kiedy właściciel umieszcza tekst na stronie komercyjnej, dzięki której zarabia kasę. W pierwszym przypadku mogę się wkurzyć, zażądać usunięcia wpisu, lub poprosić o podpisanie lub podanie źródła, w drugim zaś przypadku chciałbym albo podanie źródła i autora albo kasę, albo jedno i drugie. Takie są zasady.

Jest mi podwójnie przykro, ponieważ sądząc po skopiowanych wpisach, to jeden z czytelników. Kto? Nie wiem, nawet nie chce myśleć w taki sposób. Czy przez to, że ktoś się wygłupił, mam nie widzieć, że świeci słońce?

Natomiast wszystko i tak przeanalizuję w całkiem innym celu. Daty, adresy, ruch etc, zapewniam was nie jest to trudne do prześledzenia. Choć mam nadzieję, że do tego czasu dostanę maila od takowego. Jeśli nie, to po zgromadzeniu całej dostępnej dokumentacji, zrobię z niej użytek.

A wystarczyło napisać maila… na boxblox@blox.pl

A.

17:28, boxblox
Link Komentarze (22) »
wtorek, 17 lipca 2007

 

Zastanawiając się nad poprzednim wpisem, jakby równolegle, zacząłem myśleć o znaczeniu Religi w życiu człowieka. Zastanawiałem się nad znaczeniem Religi w rozwoju ludzkości a zwłaszcza jej umiejscowienia w rozwoju cywilizacyjnym.

Te myśli doprowadziły mnie do wniosku, że potrzeba rozwoju cywilizacyjnego ewoluuje wierzenia w religię, sprowadzając jej postacie i pojęcia do coraz większej jednoznaczności, bez względu czy religie są monoteistyczne czy też nie.

Ta niejednoznaczność pojęć, wierzeń, mnogość odniesień, jest wystarczająca lub wręcz idealna dla ludów żyjących w małych grupach plemiennych, ale ta właśnie niejednoznaczność pomimo uniwersalnych reguł uniemożliwia łączenie się w większe grupy i stworzenie pojęcia jedności kulturowej, jednoznaczności zachowań niezbędnych do skonsolidowania się w większe grupy, która jako całość może mieć globalny cel. Dopiero religia daje podstawy takich możliwości.

Czy cel jest zawsze dobry, to już inna sprawa. Rodzi się zatem pytanie, które jest odpowiedzią:

Czy jedność cywilizacyjna i kulturowa i wynikający z niej rozwój techniczny, nie powoduje, że tracimy jedność z miejscem, z którego pochodzimy. Czy kształtowanie środowiska tak dalece odsuwa nas od naszych korzeni, że pozbawienie technicznych podstaw naszego bytu nie sprowadzi nas z powrotem na krawędź epoki początku grup plemiennych lub innej epoki będącej podstawą naszego rozwoju i tym samym, powrotu do pojęć zaklętych w najbliższych odniesieniach bytu: nieba, ziemi i środowiska, w którym przyjdzie nam żyć, w czasie krótszym niż ten, potrzebny do napisania tych słów...

By znów zacząć wszystko od nowa. 

A.

01:49, boxblox
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8