pudło z notatkami
Kategorie: Wszystkie | kiedyś napisane
RSS
poniedziałek, 14 grudnia 2015

Wiele lat temu poznałem Stephena Hawkinga. Poznałem to dużo powiedziane. Wtedy nawet nie przypuszczałem, że To, co powie, lub napisze, będzie miało ogromny wpływ na moje przemyślenia ponad dekadę później. Zajął mi myśli na wiele lat. Czasami z nim polemizuję (jednostronnie niestety), tak jak zamierzam to zrobić dziś.

Drogi Stephen powiedziałeś: "Największe osiągnięcia ludzkości tworzone są w rozmowie, a jej największe niepowodzenia są skutkiem braku rozmowy". To zdanie jest właśnie wynikiem rozmowy, jej konsekwencją. Rozmowy, która krystalizuje myśli plączące się gdzieś po głowie. Podzielam Twoją opinię. Rozmowa z innym człowiekiem to największy przywilej i największa przyjemność która wynika z kontaktu z innymi ludźmi. Jednak sam musisz przyznać, że największe idee, poznanie istoty rzeczy, odbywa się w samotności. W samotności umysłu tak wielkiej, że wypełniająca nas materia wszechświata jest wszechogarniająca a zrozumienie istoty rzeczy zachodzi na poziomie naszego jestestwa.

Ty o tym wiesz, zatem dlaczego...?

ŹRÓDŁO CYTATU: Keep Talking - Stephen Hawking advert from 1993 (01:49 mins)

https://youtu.be/RTxi5B5_Kgg



09:57, boxblox
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 grudnia 2015

Dziś 13 grudzień. Zapewne powinno być jakoś kombatancko albo jakiś komentarz do schizofrenii polskiej polityki, ale nie będzie. Inna myśl mnie nurtuje, kontynuacja wczorajszej.

Po głowie chodzi mi kilka dobrych pomysłów. Naprawdę dobrych. Rzecz jest w tym, że nic z tym nie robię. Rozwodzę się nad tym już zbyt długo. Mam dwie opcje: albo w końcu to zrobić, albo wymyślić coś całkowicie innego, równie dobrego lub lepszego.

To część procesu, powrotu do samego siebie. Chciałbym przyspieszyć ten powrót, już widzę, że to możliwe, nie wiem jeszcze jak, ale całym jestestwem czuję, że to jest gdzieś obok. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że to będzie nowy ja, ten sprzed wielu lat, ten, który ma już coś za sobą i ten, którego jeszcze nie znam.

 

A.



10:53, boxblox
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 grudnia 2015

Czas wszystko zmienia. Ta banalna prawda dotyczy także mnie. Mam wrażenie, jakbym się budził po jakimś długim śnie, w którym poprzez krótkie chwile wyrwane z ciszy nocy byłem tylko sobą i dla siebie.

Przez całe lata pozwalałem na to, aby wpływ innych ludzi, często najbliższych, zagłuszał mój wewnętrzny głos, przez co nie żyłem swoim życiem a życiem innych. Kiedy jednak, jakimś cudem, potrafiłem się wyrwać z tego zaklętego kręgu, zawsze odnosiłem sukces czy to w wymiarze duchowym, czy to finansowym.

Teraz, kiedy ten cały zgiełk poprzedniego życia ma coraz mniejsze znaczenie, jest mi o wiele trudniej niż poprzednio, dostrzec wskazówki lub wybory które daje wszechświat, by duszą lub rozumem znaleźć drogę która jest dla mnie najlepsza.

A.



08:07, boxblox
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 listopada 2012

 

Jaki jest Świat wokół nas? Jak go postrzegamy? Co powoduje, że fotograficzny z pozoru jednoznaczny zbiór elementów obrazu, budzi uczucia, poprzez które widzimy coś więcej - Platonowski archetyp - Obraz,dzięki któremu, przez krótka chwilę możemy się wyzwolić z więzów otaczających nas rzeczywistości i zobaczyć, poczuć iskrę idei, nieskończenie doskonałego planu stworzenia.

Tysiące obrazów wokół nas. Lepsze, gorsze, kolorowe, czarno białe, a tak niewiele z nich poruszają naszą wyobraźnię tak mocno, że widzimy obraz poza kadrem. Jeszcze mniej takich, które powodują, że tracimy się w nich, a obraz, odbieramy całym swoim jestestwem. Każdy z tych obrazów zaczynał się tak samo. Klik, pstryk, wyzwolenie migawki aparatu, posłusznie rejestrującej obraz. Pstryk i mam nadzieję... (?)

Nadzieja.
Więcej pytań niż odpowiedzi.

Bo cóż to jest fotografia?

Istnieje pewien paradoks w fotografii. Wystarczy skierować aparat, pstryknąć i już zdjęcie gotowe. Teraz nawet szybciej i łatwiej niż kiedyś. Nawet dziecko to potrafi. Wydawałoby się, działanie pozbawione artyzmu. Pomimo tej pozornej prostoty, fotografia jest unikalną ekspresją uznawaną za sztukę.

Zatem, co to jest fotografia?

Fotografia to swego rodzaju język, w którym wielu nie ma wystarczającej potrzeby, chęci, wyobraźni lub zdolności, żeby przejść dalej niż zwykła wymiana zdań (ot takie imieniny u cioci). Ale też nie ma w tym nic złego, nie można tym wszystkim ludziom odmówić przyjemności robienia zdjęć, uwieczniania chwil które są dla nich ważne.

Bo to właśnie taki stan rzeczy, który rozpoczyna się zwykłą obserwacją rzeczywistości, pozwala przejść na wyższy poziom percepcji i zaangażowania, by zwykłą konwersację zamienić w perlista wymianę zdań, docenianą przez pokolenia. Obraz, w którym jedno opowiadanie nakłada się na drugie, wyzwala uczucia na wielu poziomach odczuwania.

Ten paradoks fotografii wynikający z błędnego założenia łatwości obrazowania świata, narzuca schematy myślenia, które zakładają tezę tego paradoksu. Mówiąc bardziej obrazowo: czy plama farby wylana przez dziecko na papier to już dzieło sztuki, a bazgroły w przybierające określaną formę to kubizm? No właśnie.

Ale, to także jest fenomenem fotografii, bo czy to zwyczajne oglądanie albumu rodzinnego, czy też dogłębna analiza dzieła sztuki uznanego artysty, mówimy nadal o tym samym, czyli przenoszeniu swojej percepcji na inny poziom.

Postępując ta drogą myślenia musimy także odpowiedzieć na pytanie: kiedy fotografia zaczyna być narzędziem do rozmowy ze światem? Czy to tylko to pstryk i mam nadzieję, ze coś z tego wyjdzie? Nic bardziej błędnego.

Głęboko wierzę, że każde zdjęcie, które wyróżnia się spośród milionów innych, które nazywamy dziełem sztuki, nie jest konsekwencją przypadku. Każde takie zdjęcie, jest końcowym produktem, nie tylko użytej techniki, ale przede wszystkim, jest efektem pewnej filozofii, przemyśleń i poszukiwań tematu, scenerii, momentu w czasie, który byłby kwintesencją takich rozważań.

Bardzo często jest to szczegół: gest, spojrzenie, detal, obudowany scenerią, wydobyty światłem, głębią ostrości, tak jak w fotografii WERNER BISCHOF Feemine in India : pierwszoplanowy gest dłoni, który jest poza głębia ostrości tworzy dramaturgię zdjęcia. Innym razem jak na zdjęciu Alfreda Steiglitza The terminal z 1893, jest to rysowana miękkim światłem, pozbawionym detali plastyką rysunku. W tym zdjęciu Stiglitza każdy fragment niesie inne odczucia, by złożone wszystkie razem powiedzieć nam o tym miejscu i czasie całą historię.
Przeciwieństwem tego zdjęcia jest zdjęcie Asela Adamsa Rail Fence. Obraz narysowany fajerwerkiem, wulkanem detali we wszystkich planach.

Dlaczego wybrałem właśnie te zdjęcia do udowodnienia swojej tezy? Wszystkie te zdjęcia mają jedną wspólną cechę. Na tych zdjęciach ich autorzy są "nadzy". To właśnie ta ich "nagość" tworzy siłę tych zdjęć. Są tam całym sobą, czyści w swej szczerości i oddawanych emocjach.

Wielu twórców próbuje naśladować dokonania największych artystów, starając się powielić styl i ekspresję. Nie ma w tym nic złego jeśli jest to tylko częścią doskonalenia swojego warsztatu. W każdym innym przypadku jest to droga donikąd.

I tak dochodzimy do tej części fotografii, która jest podstawą nielimitowanej możliwości ekspresji. Jedni nazywają to warsztatem, inni narzędziami i technikami, choć tak naprawdę to tylko słowa klucze, za którymi stoi pasja, umiejętność postrzegania świata w jego prawdziwej postaci, przemyśleń, odczuwania jego natury. Reszta jest tego konsekwencją.

Tu zacytuję fragment wypowiedzi Ansela Adamsa z wstępu do książki The Camera, wypowiedź, myśl, która leży u podstaw mojego rozumienia fotografii, a także w pewnym sensie życia.
Prosta, szczera filozofia rozumienia rzeczy.

Świat nie potrzebuje więcej książek na temat sprzętu. Zbyt wiele osób po prostu robi to, co kazano im robić. Największą satysfakcję czerpie się z realizacji własnego potencjału indywidualnego postrzegania, coś na swój własny sposób i wyrażając je poprzez odpowiednie zrozumienie własnych narzędzi. Wykorzystaj wszystko; nie bądź zdominowany niczym innym niż własnymi przekonaniami. Nie stracić z oczu zasadniczego znaczenia "kunsztu" w tym co robisz; każde wartościowe przedsięwzięcie zależy od najwyższego poziomu koncentracji i opanowania podstawowych narzędzi. Gdy następnym razem weźmiesz do ręki aparat, pomyśl o nim jak o elastycznym narzędziu, które musisz zrozumieć, aby poprawnie go używać ... Elektroniczne i optyczne cuda nie tworzą nic same z siebie. Jakiekolwiek piękno i emocje które mogą przekazać, wszystko ma swój początek w umyśle i duszy.
Ansel Adams Carmel California styczeń 1980.

The world does not need more books on equipment. Too many people merely do what they are told to do. The greatest satisfaction derives from realization of your own individual potential, perceiving something in your own way and expressing it through adequate understanding of your own tools. Take advantage of everything; be dominated nothing except of your own convictions. Do not lose sight of the essential importance of "craft"; every worthwhile human endeavor depends on the highest levels of concentration and mastery of basic tools.The next time you pick up a camera think of it as a flexible instrument which you must understand to properly use... . An electronic and optical miracle creates nothing on its own. Whatever beauty and excitement it can represent exist in your mind and spirit to begin with. Ansel Adams Carmel California january 1980.


A.

The Terminal 1893

 

Rail Fence



wtorek, 25 maja 2010


Powódź.

Miliony litrów rzeki ludzkiego nieszczęścia. Płacz, łzy, a na tym tle dyskusje o tym, gdzie ludzie powinni lub nie powinni mieszkać, z nawiedzonymi ekologami w tle.

Durne mądrości wygłaszane z jeszcze durniejszym przejęciem. Głupawe ble ble ble, gadanie dla gadania. Ble, ble, ble

Jak się słucha tych myślowych rzygowin to dochodzi się do wniosku, ze tam gdzie Holandia powinno być Morze Północne, tam gdzie Żuławy Bałtyk, tam gdzie New Orlean zatoka Meksykańska, że już Wenecji nie wspomnę, czy też o Pentagonie, zbudowanym na rozlewiskach Potomaku.

Wedłg tej durnej, pełnej przejęcia mądrości w Polsce nie powinno być w ogóle kilku miast, a jeśli już są to, troszkę jakiś budek na górkach, kawałek drogi tu,  kawałek drog tami, tak jakby nie było wiedzy i technologii, aby nad tym panować, albo z tym żyć.

Zewsząd rozlega się to durne gadanie, takie głupie pi..... o niczym. Sami znawcy od bobrów, ptaszków i hydrologii kur... ich mać.

A tam na miejscu... łzy ludzkiego nieszczęścia, które płyną wraz z rzekami.


A.

10:10, boxblox
Link Komentarze (8) »
środa, 31 marca 2010

 

Victoria, Manitoba, Kanada

Barney

Barney był listonoszem. Był nim całe swoje życie. Roznosił ludziom listy, zawiadomienia, gazety. Wszystko. Wszystko, co tylko ludzie sobie wysyłali. Znał każdą drogę i dom, miejsce. Gdziekolwiek był tylko adres. Pomimo, że ludzie czasami odchodzili, przeprowadzali się, w jego pracy była pewna stałość. Adresy niewiele się zmieniały, o ile w ogóle, czasami tylko dochodziły nowe.

Było letnie popołudnie.

Ciężkie chmury, które miały nadejść jesienią były jeszcze gdzieś daleko stąd.

Został mu ostatni list do doręczenia. Chociaż widział, że nie ma takiego adresu w Victorii, pojechał na skrzyżowanie tam gdzie list był zaadresowany. Zatrzymał się na rozwidleniu dróg i wyłączył silnik swojej pocztowej furgonetki.

Lubił to miejsce. Zawsze mu się wydawało, że tu coś się kończy i zaczyna. Przez chwilę stopił się z całą okolicą. Całym sobą czuł zapach rozgrzanego asfaltu, wysuszonej przydrożnej trawy, wymieszany z żywiczną wonią sosnowego zagajnika.

Wysiadł z samochodu. Popatrzył wzdłuż asfaltowej drogi rozkoszując się ciszą pustkowia, podmuchami wiatru, leniwym cykaniem świerszczy. Jeszcze przez chwilę spoglądał na białe obłoki powoli przesuwające się po niebie. Potem przeszedł na tył samochodu. Leżała tam staromodna skrzynka pocztowa na długim zaostrzonym paliku przygotowanym do wbicia w ziemię. Już takich nie robią. Zapakował ją wiele lat temu, tak na wszelki wypadek. Przywiązana solidnie w środku samochodu, wędrowała z Barnim przez te wszystkie lata. Kiedy dostał nową furgonetkę, tam także znalazło się dla niej miejsce. Teraz wiedział, że nadszedł czas. Wyciągnął skrzynkę, oparł ją o burtę auta, aby sięgnąć po łopatę i młotek.

Jeszcze na chwilę wrócił do samochodu i wziął do ręki kopertę. Po chwili dziwnej zadumy, zrobił coś, czego nigdy nie zrobił w całej swojej karierze listonosza. Otworzył niezaklejony list i zaczął czytać. Przeczytał go jeszcze raz, potem następny, jakby zapamiętanie jego treści było najistotniejszą rzeczą, jaką miał do wykonania.

Odłożył list i pieczołowicie wsunął go do koperty. Przypomniał sobie jeszcze raz treść listu i ogarnął go spokój. Zaczęło mu się przypominać całe jego życie. Dzień po dniu, minuta po minucie. Wszystkie listy które dostarczył, adresy, twarze. Potem na tej przestrzeni czasu zaczęły pojawiać się światełka. Każde z nich, to miejsce, adres przy drodze, nawet ten najbardziej umowny, gdzie droga jest tylko ścieżką wydeptaną wśród traw. Było ich coraz więcej i więcej. Wszystkie adresy i drogi. Rozbłyski zaczęły zlewać się w jedne jasne światło. Cały świat. Już wiedział, ze nie chodzi o tą drogę i o ten adres. Światło stawało się coraz jaśniejsze i jaśniejsze by w końcu wybuchnąć w Barnim uczuciem niezmierzonego szczęścia.

Barney nie żył.

Kilka godzin później znalazł go Ben. Zauważył pocztowy samochód Barneygo stojący na rozwidleniu dróg.

Gdy odjechał coroner i ambulans, Ben pozostał sam na drodze, by poczekać na ludzi z poczty, którzy mieli odebrać furgon Barney'a.

W zadumie obszedł furgonetkę i dostrzegł opartą o burtę auta, staromodną skrzynkę pocztową, taką, jaką w szeregu innych, można było jeszcze zobaczyć na odległych farmach. Pamiętające minione lata skrzynki, które cierpliwe stoją przy wiejskich drogach, starannie pielęgnowane przez swoich właścicieli.

Zanim Ben cokolwiek zdecydował, łagodny podmuch ciepłego wiatru wyniósł na drogę list. Biała koperta powoli spłynęła na asfalt.

„Dziwny adres”- pomyślał Ben – „przecież tu nie ma…”.

Z otwartej koperty wystawała kartka papieru z równym odręcznym pismem.. Wyciągnął list i nie czytając go, pieczołowicie zapakował do koperty. Przez chwilę  jeszcze raz popatrzył na adres i wrócił na drugą stronę samochodu. Już wiedział co chciał zrobić Barney. Wziął na ramię skrzynkę i łopatę. Przeszedł na drugą stronę drogi. Odmierzył odległość i zamocował skrzynkę. Włożył do niej list i przesunął metalową chorągiewkę.

List z adresem: na końcu drogi 59.


 

koniec drogi 59

 

A.


Gdynia sierpień 2008

15:42, boxblox
Link Komentarze (9) »
czwartek, 25 marca 2010

 

Nie ma mnie. Trochę tego, trochę tamtego. Jak minuty, które są albo takie, albo takie.

Drogi w lesie. Starych drzew już nie ma. Młode porosły. I te będą stare. Tam gdzie nic nie było, rosną młode. Drogi w lesie są trochę w innym miejscu.

Czas… Czas był i go nie ma.

Rzeczy, które się dzieją dookoła. Czy zdarzają się naprawdę i czy w ogóle się dzieją skoro o tym nie wiemy?

W ciągu minuty dzieje się wiele różnych rzeczy. Trochę tego, trochę tamtego. Każda z tych rzeczy może być wszystkim lub może być niczym. To zależy od tego, co jest ważne.

Wiele rzeczy dzieje się w ciągu minuty. Ta jedna minuta ma tyle minut ile żyć na ziemi. Jedna minuta, miliony minut.

Jedna minuta. Aby ją poznać nie starczy życia.

 

Nie ma mnie


 

A.

 

 

13:48, boxblox
Link Komentarze (8) »
wtorek, 03 lutego 2009
 

 

Mało ostatnio piszę.

 

Pomimo, że wiele tekstów układa się w mojej głowie, niewiele z nich przelewam na papier. Analizuję je, układam w całość i … odkładam do napisania później.

Efekt jest tego taki, że mam poczucie, że cały czas coś piszę. Kiedy chce się podzielić swoimi przemyśleniami na blogu czy też w liście, nagle okazuje się, że ten ogólny zarys myśli których wrażenie jest cały czas we mnie, bezpowrotnie umknęło.

Oczywiście nie jest to jakieś nieszczęście czy też powód do zmartwienia. Rzecz w tym, że po prostu… szkoda mi tych niezapisanych uczuć. Trochę jakbym gubił samego siebie, ponieważ, moja codzienność  zmienia mnie, każdego dnia, niezauważenie.

 

 

 

 

A.

 

 

13:05, boxblox
Link Komentarze (12) »
niedziela, 16 marca 2008


Dlaczego tak wielu myśli, co będzie z nami po śmierci, a tak niewielu zadaje pytanie: Co było z nami, kiedy nas jeszcze nie było?

 

 

port nocą, boxblox we własnej osobie

 

A.

 

 

15:03, boxblox
Link Komentarze (14) »
wtorek, 04 marca 2008

 

 

No i dopadło mnie. Przez całe lata moja klasa istniała tylko w mojej pamięci. Skryta gdzieś w najcieplejszych zakamarkach wspomnień, była jak smakołyk czekający na posmakowanie. Gdzieś, kiedyś. Kolorowe złotko z miodową słodyczą w środku.

Nie miałem żadnych zdjęć, pamiątek. Niczego. Niczego, oprócz wspomnień, który nie zostały zastąpione przez lezące w szufladzie zdjęcia.

Moja klasa, zawsze ich lubiłem. Wszystkich. Pierwszy dzień nowego roku, jak każdy, był wyczekiwany z radością spotkania wymieszany z niepokojem towarzyszącym końcowi wakacji. Radosne spotkanie pierwszego września. Gabi, Bożena, Ela, Jola, Krysia, Marek, Mariusz, Jarek, Janusz, Miki…32 imiona. I tak zostało w pamięci. Radość posiadania grupy ludzi, którzy są, tak po prostu i bezwarunkowo. Gdzie udawanie i maska były całkowicie zbędne, przecież i tak wszyscy wiedzieli, kto kim jest. Potem jak ptaki z gniazda, wszyscy polecieli, każdy w swoją stronę. Na długie lata…

Sporadyczne spotkania na ulicy, niepowiązane z przeszłością.

Zalogowałem się do portalu. Czarno białe, trochę niewyraźne zdjęcia, na nich my. Nasza klasa. Z zakamarków pamięci wypłynęły wszystkie twarze, głosy, czas zatrzymał się w miejscu. Odwinięte złotko.

Suplement.

Przedwczoraj Bożena zamieściła zdjęcie ze spotkania klasowego, o którym nie wiedziałem. Długo zapatrzyłem się w obce twarze, które tak dobrze znałem. Po kilku chwilach uczucie obcości zginęło. Znów wszystko było znajome.

Teraz to zestawienie tego, co było, z tym co jest, spowodowało, że bardzo pożałowałem czasu, który minął. Zrobiło mi się przykro, ale nie dlatego, że czas minął, ale dlatego, że umknął mi czas ludzi, których tak bardzo lubiłem. Ich czas, mój czas. Tak zwyczajnie.

A.     

 

nasza klasa

  

17:59, boxblox
Link Komentarze (7) »
niedziela, 13 stycznia 2008

 

Przewalające się jednostajnie, ołowiane niebo za oknem. Świat dookoła szary, niezmącony żadną kolorową myślą lub obrazem, trwający w oczekiwaniu na zmianę. Oczekiwanie…

Poprzez goniący po pustych konarach wiatr, przedziera się myśl: kiedyś będzie lepiej…

Obietnica leżąca w tych słowach, daje jakąś nieokreśloną nadzieję, na coś, na kiedyś….

Kiedy, będzie to kiedyś? Czy trzeba na to czekać? Czy rzeczywiście trzeba na coś czekać?

Obietnice. Obietnice szczęścia, powodzenia, lepszego życia. Obietnice, które mają to do siebie, że ich wartość ma znaczenie tylko dla tych, do których są skierowane.

...

 

by boxblox

 

A.

p.s. godzina później (12.58): właśnie witr rozgnał chmury, jest czyste niebieskie niebo

11:43, boxblox
Link Komentarze (9) »
piątek, 11 stycznia 2008

 

Hmm... jeszcze dwie fotki z tego samego dnia

i nocy... 

 

A.

02:48, boxblox
Link Komentarze (2) »
niedziela, 06 stycznia 2008

 

Zimno, wiatr. Zamiast wpisu kilka fotek z tego dnia.

 

 

A.

pomimo zimna -10C, dzień wspaniały.

Może dodam kilka fotek, hyhy kilka jeszcze zostało :)

12:47, boxblox
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8